|
Kazimierz Cieślik
Tekst opublikowany w katalogu do wystawy "Zaklęte w lodzie"
Jola Jastrząb, to artystka, która chciała zawrzeć w dziele energię materii. Jak to robi? W swojej pracy doktorskiej wyznała, że na początku posługiwała się materią farb i płótna, z czasem zaczęła realizować kompozycje łączące elementy z różnych materiałów technik plastycznych a ciałem tworzonych przez nią dzieł stała się gleba, glinka szamotowa, tektury, folie i śmietnikowe odpadki, wszelkiej proweniencji lakiery i barwniki. Czy powstałe przy tej okazji obiekty spełniały jej oczekiwania co do kumulacji zawartych we wspomnianych ingrediencjach energii cząstkowej? Deklaracja Władysława Basiora stanowiąca motto manifestu twórczego Joli Jastrząb, że oto "...słup wody prześwietlonej, wiatr i głos, szkło i włosy, kamień i czas, dym i prąd, wreszcie każda materia, która daje cień i ogień, może być tworzywem sztuki pod warunkiem, że wybierze je, połączy lub rozerwie albo spali wolna i zuchwała fantazja." wobec kontredansów dzisiejszej sztuki instalacji zdaje mi się być pobożnym życzeniem. Dlatego też z radością witam Jolę na powrót w domenie farb i płótna (no, powiedzmy "podobrazia"). Jej powrót do konwencjonalnego malarstwa, klasycznych technik (jeśli użycie lakierów nie uznamy za łamanie konwencji) sprawił, że osoba autorki cyklu obrazów "Zaklęte w lodzie" nie tyle już wyzwala energię zawartą w kolorze czy fakturze użytych materiałów, co ją transmituje. Stąd też zapewne pojawił się swoisty cudzysłów opowiadanych przez Jolę Jastrząb historiach. Już nie życie, śmierć, macierzyństwo samo w sobie, ale inkaskie mumie dzieci z ich domniemaną historią i całym wachlarzem możliwości interpretacyjnych czytelnym odniesieniem do fundamentalnych wartości ludzkiego losu. Stąd też jak sądzę zamanifestowany temat kwadratu i chęć wpisania weń koła, by pozostać w obszarze wartości uniwersalnych. 2m x 2m to ponadto największy z możliwych formatów nad którym malarka o filigranowej posturze może zapanować jednym nie "sztukowanym" gestem. Autorka "Zaklętych w lodzie" wie już, że malarstwo, to konwencjonalny język w którym można formułować czytelne komunikaty, czy przynajmniej możliwe do choćby nie do końca precyzyjnego odczytania i nie musi to powodować "strat energetycznych". Sprawdźmy zatem rezultaty: Przeczytajmy deklarację autorki: "Mnie zafascynował układ ciał mumii oraz zachowane na twarzach emocje dzieci. Znaleziono je ułożone w pozycji płodowej z kolanami podciągniętymi do klatki piersiowej, ciasno owinięte tunikami i sznurami. Te mumie same w sobie stanowiły esencję tego, co ja chcę wyrazić w twórczości". Teraz popatrzmy na obrazy. Ja gratuluję.
|