Stare prowokacyjne powiedzenie muzyków jazzowych mówi, iż dobra improwizacja to improwizacja dobrze przygotowana. Istota tej sentencji ma związek, jak myślę z warsztatem, z opanowaniem instrumentu - dotyczy profesjonalizmu. Wilhelm de Kooning swoje wielkie ekspresyjne płótna podobno zawsze kończył cieniutkim pędzelkiem. Liczy się mit, a nie zasada, przepis. Prawda to dzieło, nie życie.
Wbrew pozorom bohaterem realizacji plastycznych Joli Jastrząb nie jest ekspresja czy, spontaniczność, a wybór. Artystka bardzo konsekwentnie oczyszcza, eliminuje. W prostokącie rysunku, obrazu, w obszarze obiektu, pozostają jedynie te elementy, których obecność tworzy dzieło. Jest to o tyle zaskakujące, że nie jest to sztuka minimalistyczna, przeciwnie, w wielu realizacjach można wręcz mówić o bogactwie form, a jednak Tu chyba nie ma przypadku. Jeśli jest, to nim zostanie, jest prześwietlony wielokrotnie. Joli Jastrząb udało się przy, całej wirtuozerii warsztatu, bez przesady można to powiedzieć o warsztacie młodej artystki, zachować spontaniczną świeżość wizji.
Z jej prac przebija mocny, niemal sensualny związek autorki z materią, która tworzy dzieło. Chropowatość glinki ceramicznej, gładkość szkła, masy farby na płycie pilśniowej, rowki tektury falistej...
Jola pochyla się nad tym światem - kosmosem materii - blisko, coraz bliżej. Stapia się z nim. Po czym podnosi głowę i buduje go po swojemu.