Z perspektywy początku XXI wieku mam świadomość, że tworzywem dzieła sztuki może być wszystko, nawet idea jako niewidzialny materiał, nie mający fizycznej realizacji może być dziełem sztuki. Najistotniejsze w sztuce nie jest dla mnie dążenie do oryginalności, do stworzenia czegoś, czego nie było, do bycia „innym”, lecz jej sens, przekaz.
„Dzieło sztuki – mówi Artur Tajber – nie ma skądinąd wartości przez fakt, że naszym celem jest tworzenie sztuki, lecz dlatego, że mamy coś istotnego do wyrażenia: waga naszego przekazu nie wynika z naszego zawodowstwa. Jakość naszego dzieła wynika z jakości formy wyrażania dostosowanej do powagi naszego przesłania.”
Każdy artysta wydobywa dzieło z rzeczy. Zwykłej nagiej rzeczy doświadcza się jako materii – ona daje barwę czy trwałość. Rzecz to materia ujęta w formę.
Mój stosunek do materiału zawsze bardzo mocno akcentowałam we wszystkich pracach. Na początku posługiwałam się materią farb i płótna. Kolejne lata mojej twórczości to odchodzenie od realizmu przedstawień na rzecz emocji i kreowania nastrojów, budowania własnych światów, czasami na krawędzi abstrakcji. Z czasem zaczęłam realizować kompozycje łączące elementy z różnych materiałów i technik plastycznych. Zależało mi na wykorzystaniu naturalnych dla wielu technik środków ekspresji oraz maksymalnym wyeksponowaniu energii wykorzystywanej materii. Eksperymentując, adaptując wciąż nowe struktury i materie, przekraczając potoczną tożsamość przedmiotu utwierdziłam się w przekonaniu, że im prostsza forma, tym bardziej wyraziste wołanie – treść.
W związku z tym przy realizacji prac do przewodu zrezygnowałam z materiałowych poszukiwań. Porzucam tu techniczno – warsztatowy puryzm. Jestem daleka od formalnej ekwilibrystyki i afirmacji technologii. Ja rozumiem sztukę jako proces odsłaniania znaczeń, odkrywania prawdy, a więc doświadczania swego rodzaju wiedzy. Przyjmując taki punkt widzenia zdyskredytowałam estetyczne funkcje sztuki. Używam takiego budulca, który nie kokietuje urodą, lecz stanowi idealny nośnik mojego przekazu.
Przy realizacji prac do przewodu posłużyłam się 12 kwadratowymi powierzchniami o formacie 2x2m. Ogrom powierzchni, którym sie posłużyłam zapewnia efekt uderzeniowy oddziałując na odbiorcę w sposób zdecydowany i rodzący dystans. Chciałam, by obrazy moje wciągały widza do swego wnętrza. Wrażenie to potęguję poprzez ukazanie postaci w naturalnych rozmiarach – kontakt z bohaterami kompozycji nabiera cech rzeczywistego spotkania. O potencjale tkwiącym w formacie decyduje również kształt pola obrazowego. Wykorzystałam tu formę kwadratu, która najbardziej podkreśla moje przesłanie dotyczące człowieka w kontekście otaczającego go świata.
Cykl prac nazwałam „Zaklęte w lodzie” - jest to moja refleksja natury egzystencjalnej, analiza natury człowieka. Nakładając warstwę po warstwie zostawiam tylko to, co niezbędne, jedynie prawdziwe. Skulone postaci, torsy, głowy są efektem procesu wiwisekcji, próbą dotarcia najbliżej do prawdy o naturze ludzkiej. Bohaterem pierwszoplanowym przedstawionych obiektów są wizerunki trojga indiańskich „zaklętych w lodzie” dzieci, które znaleziono po 5 wiekach na jednym z południowoamerykańskich szczytów górskich. Inkowie składali ofiary z ludzi. Stanowiły one wyjątkowy dar dla Bogów. Uważano, że dzieci są czystsze od dorosłych.
Mnie zafascynował układ ciał mumii oraz zachowane na twarzach emocje dzieci. Znaleziono je ułożone w pozycji płodowej z kolanami podciągniętymi do klatki piersiowej, ciasno owinięte tunikami i sznurami. Te mumie same w sobie stanowiły esencję tego, co ja chcę wyrazić w swojej twórczości, czyli problemu życia i śmierci. Twarze dzieci są zastygłe w grymasie, niemym oczekiwaniu. Przy uporczywej świadomości przemijania te dzieci symbolizują trwanie. Pierwsze realizowane przeze mnie prace z tego cyklu są jeszcze bardzo analityczne i racjonalne. Wprowadzam postać w układ centralny. W miarę rozrastania się cyklu potęgowałam grę poprzez rozrastanie, dynamizowanie układów.
Przepych mięsistych, unerwionych, pulsujących życiem śladów kontrastuje w przedstawionych obrazach z kilkoma szybkimi pociągnięciami pędzla. Emocje, cierpienia, radości tłumaczę poprzez relację pomiędzy linią i płaszczyzną. Wykorzystuję kontrasty światła i cienia, zgrzyty barw. Nasycam kolor do maksimum by potem przygasić go. Wykorzystuję lanie i kapanie lakieru czy farby olejnej na rozłożoną powierzchnię z wysoko uniesionej nad nią puszki. Nie jest to wyłącznie zabieg techniczny ale powoduje, że jestem wewnątrz obrazu podczas malowania, że samo malowanie jest integralną częścią obrazu, procesem.
Zagęszczona kompozycja linii, plam, intensywność całej powierzchni, manieryczność liniowego ornamentu uzyskanego przez użycie przemysłowych lakierów, wielkość powierzchni to moje sposoby wypowiedzi.
Częścią mojej prezentacji są rysunki. Stanowią rodzaj rezerwuaru, z którego czerpać mogę istotne impulsy. Są rodzajem podstawowego materiału źródłowego. Są pierwszym krokiem w dokonywanym przekładzie myśli na formę wizualną. Głównym tematem moich rysunków jest postać sprowadzona do jednego zdecydowanego kluczowego gestu, do nieczytelnych, niemal abstrakcyjnych form. Nie zależy mi w nich na realistyczności przedstawień lecz na przekazaniu emocji. Na powierzchni papieru występuje relacja pomiędzy dużą płaszczyzną czerni i formą linearną. Obydwa te środki wzajemnie się uzupełniają. Rysunek nierozerwalnie towarzyszy mi przez cały dotychczasowy proces twórczy, ponieważ jest dla mnie najbardziej naturalnym środkiem wyrazu.